• Wpisów: 668
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 244 dni temu, 11:08
  • Licznik odwiedzin: 97 074 / 1903 dni
 
memyselfandstuff
 
Ostatnio, jako, że jedną nogą jestem w pracy z powrotem (minął już prawie rok!!! - niewiarygodne) zaczęłam znowu, po małej przerwie technicznej, interesować się bardziej niż w ogóle tym, co na siebie włożę i nie, nie będzie to dres, no chyba, że na wieczorny trening ;) Przemierzając nierówne chodniki Poznania, doznaję mimowolnego rozwierania oczu na widok mijających mnie ludzi...Eleganccy panowie po 30-tce, młode dziewczyny wystylizowane na blogerki modowe - ba, pewnie prawie każda posiada takowego bloga i najgorsze - dorastający chłopcy o zniewieściałym ciele i ubiorze :|
Ja maszerująca w jeansach i szybko narzuconej, fajnej czerwonej marynarce byłam jak "niedorobiona" ...
Wszyscy wypielęgnowani, wysportowani, wystrojeni...Zmusiło mnie to do krótkiej refleksji na temat zatrważającego kultu ciała, który opanował ludzkie umysły! Chyba wracamy do epoki starożytnego Rzymu, gdzie to przecie kult owy był dość rozpleniony. Panowie o "boskim" torsie i smukłe dziewoje, stosunki damsko-męskie i męsko-męskie oraz inne ...
Wszyscy chodzą na fitness lub biegają, interesują się modą i piją kawę na wynos, co dokumentują oczywiście na fejsksiążce :)
Wirus ten dopadł też po części mnie...
Dobre, że czasem się zatrzymam w tej pogoni nie wiadomo za czym, przewartościuję świat i ludzi oraz swoje niedoskonałe oblicze w lustrze, przytulę się do Męża i Bobasa i powiem: Mam wszystko :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków